Pani Doktor twierdzi, że udana metamorfoza  to taka, która wydobywa naturalne piękno. Ubiera, a nie przebiera. Pozwala, mimo nowego wcielenia, nadal czuć się sobą. Mówi też, że najważniejsza jest radość ze zmiany. Jaki sens miałyby wszystkie zabiegi i stylizacje, gdyby po nich pozować do zdjęć z nosem na kwintę? 
Ale ja tam nie wiem, czy po zabiegach Pani Doktor nos na kwintę jest w ogóle możliwy. Raczej wątpię. 
Taka jestem nakręcona zdjęciami, które zobaczyłam w archiwum Ordon Beauty Center, że mówię Wam. Człowiek, jak ten niewierny Tomasz, dopóki sam nie zobaczy efektów, nie dowierza, że mogą być aż TAKIE. Na następne takie metamorfozy to i ja się muszę załapać, nie ma opcji, żeby nie!

W zgłoszeniu na konkurs pt. „Wygraj metamorfozę”, organizowany przez nasze Centrum, 40-letnia Justyna napisała: „Cały wolny czas poświęcam chorej córeczce, jest rehabilitowana, wymaga ciągłej uwagi, pracy. Wieczorem padam na twarz, nie mam już chwili dla siebie. Czuję się stara, zmęczona życiem.” Och, Kochana, kto się nie czuje - doskonale Cię rozumiem! A przecież z kobiecością, niezależnie od wieku, sytuacji życiowej czy zasobności portfela, zawsze w jakiś sposób wiąże się pragnienie bycia atrakcyjną. Chcemy czuć, że wciąż mamy tę moc i już!

Pani Doktor mówi, że nie trzeba wlewać w siebie litrów wypełniaczy, żeby wyglądać rewelacyjnie. Wystarczy kilka mało inwazyjnych zabiegów, żeby twarz odzyskała blask. Dziś pokażę Wam przemianę Justyny. 

 

Justyna przed metamorfozą


Groźną lwią bruzdę, poprzeczne zmarszczki na czole i dodające powagi spojrzeniu kurze łapki, Pani Doktor pokonała minimalną ilością botuliny. W efekcie zmarszczki praktycznie się wyprasowały, jednak mimika została zachowana. Justynie zależało bowiem na naturalności. 
Na kolejny ogień poszły policzki. Nie zmieniono ich ich kształtu, tylko dodano im objętości, co znacznie poprawiło owal twarzy i odmłodziło jej środkową część. Zabieg ten potocznie nazywamy wolumetrią. Przeprowadza się go za pomocą cienkiej, zaokrąglonej na końcu kaniuli, co praktycznie eliminuje ryzyko siniaków. Po zabiegu efekt widoczny był od razu, a dwa niewielki ślady po wkłuciu zniknęły w ciągu kilku godzin. 
Do pełni szczęścia pozostało jedynie wypłycić bruzdy nosowo-wargowe, czyli zmarszczki biegnące od nosa do kącików ust. Po znieczuleniu maścią EMLA Pani Doktor podała jedną ampułkę usieciowanego kwasu hialuronowego. Bruzda praktycznie znikała w oczach. Wisienką na torcie było delikatne wymodelowanie ust, z użyciem kwasu hialuronowego, ale dedykowanego specjalnie tej okolicy. Dzięki temu zabiegowi usta stały się jędrne, dobrze nawilżone i... zmysłowe.

Zobaczcie sami:
 

 

 

 

 

 
 

Już po wszystkim Justyna napisała: "Czuję się dobrze ze sobą i - o dziwo - akceptuję siebie".

Nieocenionymi Parterami metamorfoz byli:
włosy: Szabelka & Natural Cut Team
stylizacje: Centrum Kreowania Wizerunku Synergia
makijaż: Evviva Arte Maja Ogiegło
sesja zdjęciowa: Paweł Pszczoła Photography