Latem jacyś tacy ładniejsi jesteśmy - nie sądzicie? Morska woda działa jak najlepszy peeling, opalenizna podkręca urodę, a że gorąco, to i jemy inaczej - zdrowo, lekko, korzystając do woli z owoców lata. I ruchu więcej na świeżym powietrzu i słońce dodaje energii, ładuje akumulatory na zimę, karmi witaminą D, której podobno wszyscy mamy za mało. Tak mówił jakiś mądry pan w radio, a ja takie mądrości chłonę jak gąbka. I, stosując się do rad, łapię promienie słońca, kiedy tylko mogę, póki są. Tyle, że robię to z głową. Nie ma bowiem nic gorszego niż przesadzanie ze słońcem i z opalaniem. 

Tak, też się kiedyś było jedną wielką beztroską, się smarowało całe ciało olejkiem, żeby się szybciej opalić, oczywiście takim bez jakichkolwiek filtrów, chodziło przecież o to, żeby się smażyć na skwareczkę. Potem się trochę postękało, pobiegało do apteki po pantenol albo babcia poratowała oparzenia zsiadłym mlekiem, ale nic to, skoro koniec końców brązowiałam i czułam się taka piękna... Kiedy wraz z wiekiem głupota zaczęła wyparowywać, zauważać zaczęłam, że z każdych wakacji wracam z nowymi przebarwieniami. Że za dużo słońca uwidacznia zmarszczki - fachowo to chyba nazywają fotostarzeniem się skóry. Że mam parę pieprzyków, które powinnam przed słońcem chronić szczególnie. Bo ono jakoś grzeje dużo mocniej niż kiedyś, też to zauważyliście? Parzy nawet przez chmury i nawet w cieniu. I zdarza się, o zgrozo, że uczula! No, gdyby mi się coś takiego przytrafiło, wpadłabym w otchłań rozpaczy. 
Trzymam się więc paru zasad i Wam, kochani, też to radzę: 
- unikam ekspozycji na słońce, kiedy jest najbardziej intensywne, coby mnie promieniowanie ultrafioletowe nie zabiło. Nie, od razu nie zabije, ale za parę lat odbije się czkawką, a raczej... rakiem skóry. Czyli, pamiętajcie, od 11.00 do 16.00 słońca raczej powinniśmy unikać,
- nie ruszam się latem nigdzie bez okularów przeciwsłonecznych, ale nie takich z targu albo z odpustu, tylko od optyka, z wysokim faktorem UV,
- nakrycie głowy też traktuję jako obowiązkowe, nawet, jeśli chodzę po mieście, w największy upał o udar nie trudno. Wiem, bo miałam kiedyś i nikomu nie życzę,
- nawadniam się bez przerwy - wodą! Kawa i alkohol działają raczej odwrotnie, niech się komuś nie wydaje, że jak łyknął trzy piwka to się napił na zapas,  
- pamiętam o tym, że perfumy, niektóre lekarstwa w połączeniu z działaniem słońca mogą wywoływać reakcję fototoksyczną, poparzenia, a nawet przebarwienia - lepiej dmuchać na zimne, żeby potem nie musieć dmuchać na gorące,
- i najważniejsze - kremy przeciwsłoneczne, odpowiednie do naszego fototypu. Ale to już materiał na kolejny wpis.