Uczulenia na kwas hialuronowy nie mam, już by zapewne wyszło tysiąc razy, skoro tak testuję i testuję dla Was - i oczywiście dla urody - te wszystkie zabiegi. Chorób autoimmunologicznych na szczęście nie, cukrzycy - odpukać - też nie. Bliznowcem nie jestem, krew krzepnie mi książkowo, żadnych zakażeń, w ciąży nie byłam, a więc piersią nie karmię. OK - sprawdziłam wszystkie przeciwskazania do zabiegu SKINBOOSTERS - wnioski? Mogę się z miejsca zapisywać, jak cudownie! 

Bo ja to lubię sobie pomóc po każdym powrocie z wakacji. Nie, nie tylko popijaniem soku z marchewki, żeby się opalenizna dłużej trzymała. Ja lubię utrwalić to, co piękne, te dobroczynne moce witaminy D, tę gładkość skóry wypilingowanej morską wodą i piaskiem. A jednocześnie trudno nie zauważyć, jak szybko się ta skóra zaczyna łuszczyć, jaka jest słońcem, wymęczona, przesuszona, tu i ówdzie zamanifestuje to pierwszymi zmarszczkami,   tam jakimś przebarwieniem czy smętnym zwisaniem... Zdecydowanie po urlopie trzeba się nad sobą z troską pochylić i tak, jak biegnie się od razu do swojego fryzjera, żeby podciąć włosy zniszczone morską wodą, tak powinno się biec w te pędy do swojej Pani Doktor od medycyny estetycznej, żeby się nawilżyć, zrewitalizować, odstresować swoją skórę. 

SKINBOOSTERS nadaje się do tego świetnie, bo tu żadnego dodatkowego stresu nie ma - zabieg jest z tych, które się kocha najbardziej: trwa zaledwie 15-20 minut, jest praktycznie bezbolesny, a igła, którą ostrzykuje się skórę, tak cieniutka, że prawie się jej nie czuje. Kwas hialuronowy idealnie i bezboleśnie nawilża skórę. I jeszcze to, że można od razu wrócić do swoich obowiązków - tak właśnie lubię, szybko i bez ceregieli. Szybko i bez ceregieli powinno się też na ten zabieg zapisywać, bo jak się wszyscy po wakacjach obudzą to wróżę kolejki, a skóra spragniona nawilżenia czekać nie lubi. Za ten mały pośpiech odwdzięczy Wam się pełnią blasku, wspaniałą kondycją i zdrowiem, od którego nie można oderwać oczu!