„Powiększać, nie powiększać”? Moja przyjaciółka, Anka, patrzy na mnie znad filiżanki z kawą, a jej mina mówi „Chciałabym, ale boję się”. No cóż, przynajmniej jasne, dlaczego wyciągnęła mnie z łóżka, skoro świt, w końcu to sprawa wyjątkowego kalibru. Bo Anka w tym roku postanowiła zainwestować w siebie. I spełnić marzenia wiecznie odkładane na półkę, bo mąż, bo dzieci, bo dom. „Ten rok należy do mnie”, obiecała sobie, przypieczętowując tę myśl dwoma kieliszkami szampana pod niebem pełnym fajerwerków. 
A co ja mam z tym wspólnego? Przyjaźnimy się od podstawówki, a z kim, jak nie z przyjaciółką, pogadać o powiększeniu ust? Z mężem nie bardzo można, kiedy chce mu się zrobić niespodziankę. A jeśli dodatkowo przyjaciółka ma już za sobą kilka zabiegów medycyny estetycznej i wie, że absolutnie nie ma się czego bać? No więc siedzimy u mnie i właśnie padło to pytanie: „Powiększać, nie powiększać?”
- Ale czego ty się właściwie boisz? – pytam, udając, że nie pamiętam, jak z duszą na ramieniu szłam na swój pierwszy zabieg do Pani Doktor. 
- Czego? Pontonów się boję! Tandety się boję i efektu sztuczności. Nie chcę mieć kaczego dzióbka, chcę mieć naturalnie wyglądające, ale pełniejsze niż teraz, kuszące usta. Idealne do malowania…
- I do całowania też… – śmieję się.
- A żebyś wiedziała, że też!
- No dobrze, to powiem ci, jak to z moimi ustami było. Wystarczył jeden zabieg, podczas którego Pani Doktor wstrzyknęła mi w usta jedną dawkę preparatu, dobraną tak, żeby tylko delikatnie uwypuklić kształt ust, dodać im apetyczności, wiesz, nawilżyć... Bo tak naprawdę tylko o to mi chodziło. Te wszystkie napompowane usta, które oglądasz w telewizji, to efekt podawania kilku ampułek preparatu naraz, a w tym akurat przypadku zasada, co za dużo to niezdrowo, spełnia się w stu procentach. 
- A wiesz, że, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłam po tym zabiegu, miałam wrażenie, że ci te powiększone usta odjęły lat? I rysy ci jakoś złagodniały… Wszystko pięknie, tylko jakiego rzędu to jest koszt? Bo mnie się śnią nie tylko nowe usta…
- Z cenami jest tak, nie warto oszczędzać na preparatach do wypełnień, wierz mi! Widziałam „ofiary” takiej oszczędności – tutaj chodzi nie tylko o wygląd, ale również o zdrowie. W gabinecie Pani Doktor na przykład stosowane są preparaty samych uznanych marek. Gdyby było inaczej to bym stamtąd zwiała, nie mam ochoty na eksperymenty.   
- Ja też nie, jakość jest jednak najważniejsza, byle czego to ja sobie nie dam wstrzyknąć, o nie… No a powiedz, bardzo cię bolało? 
- Bez igły lub kaniuli się nie obędzie, ale za to gwarantuje precyzję i bardzo naturalny efekt. Nie bój nic, w profesjonalnych gabinetach nie dadzą ci płakać z bólu, posmarują ci usta znieczulającą maścią i po 40 minutach nie będziesz czuła już nic. A poza tym to większość wypełniaczy zawiera lidokainę, która też niweluje uczucie bólu. Serio, depilacja boli bardziej.
- Toś mnie trochę uspokoiła. 
- Myślę, że dobrze, żebyś się zastanowiła na początek, jaki efekt chcesz uzyskać – od tego będzie zależał wybór preparatu, ilość, sposób podania. Można tylko nawilżać, wtedy efekt jest subtelniejszy, ale utrzymuje się trochę krócej. Ja zdecydowałam się na wypełniacz dający wrażenie miękkości. Zależało mi też na podniesieniu opadających kącików ust, pamiętasz? Zawsze ci mówiłam, że będę miała takie po mojej mamie. 
- To mam nadzieję, że twoja Pani Doktor mi doradzi i dobierze wszystko tak, żeby mnie upiększyło i żeby mojemu mężowi mowę odebrało z zachwytu na mój widok. Ale słuchaj! Czy ja się będę mogła po takim zabiegu całować?
- Jasne, głuptasie! Po dobrze wykonanym zabiegu wypełniacz w ustach jest niewyczuwalny. Przez chwilę po zabiegu może utrzymywać się opuchlizna, ale ten obrzęk zejdzie. Najlepiej umów się na zabieg w piątek, przez weekend wszystko wróci do normy, w poniedziałek pójdziesz do pracy szczęśliwa…
- I wreszcie umalowana! Nie masz pojęcia, jak się kiepsko maluje takie wiecznie spierzchnięte, zwłaszcza zimą, wąskie usta, zero zmysłowości, no zero! 
- Pamiętaj tylko, że ostateczny rezultat możesz ocenić po dwóch tygodniach dopiero, zdarza się, że usta jeszcze jakiś czas po zabiegu są obolałe, ja na przykład tak miałam. Jak ci będzie mało, po miesiącu możesz umówić się na kolejny zabieg, choć myślę, że już z pierwszego będziesz zadowolona. A widzisz, miałam ci podarować w prezencie na gwiazdkę nową pomadkę, ale – sama sobie ją wybierzesz, zaraz po zabiegu porywam cię na zakupy.
- Ja i moje usta bardzo ci dziękujemy!