Magda ma 38 lat. Od mniej więcej trzech narzeka na opadające w dół kąciki ust. Byliście kiedyś w teatrze lalek? Kiedy przyjrzeć się marionetkom, mają taki właśnie wyraz twarzy, pionowe linie biegnące od ust w kierunku brody. Dlatego też przyjęło się w medycynie estetycznej nazywać ten problem bruzdami marionetki, choć spotkałam się też z określeniem "zmarszczki smutku". Coś w tym chyba jest - nasza mimika ma tutaj duże znaczenie, choć to nie reguła, Magda to raczej wesoła kobietka. Jak sama mówi, zmarszczki  po swojej mamie, która zawsze powtarzała Magdzie, że musi uśmiechać się więcej niż ona, bo inaczej tak jej właśnie kąciki ust opadną w dół. Mama się pogodziła, że taka już jej uroda, Magda - przeciwnie - poszperała w internecie, wprosiła się na konsultację do mojej Pani Doktor i wie już, że i dla niej i dla mamy ratunkiem jest kwas hialuronowy. Nawilży, wygładzi, napnie skórę, podnosząc kąciki ust do góry - i po kłopocie. Jeśli można sobie w ten sposób odjąć X lat to dlaczego tego nie zrobić? Im wcześniej, tym lepiej - Magdzie wystarczy jeden zabieg, jej mama będzie potrzebowała ich więcej, bo zmiany są bardziej zaawansowane. Jednak i jedna i druga może pozbyć się zmarszczek smutku całkowicie. 

Ewa zgrzyta zębami od dziecka. Każdy nasz wspólny wyjazd, od czasu wycieczek szkolnych kiedyś aż po nasze babskie wspólne  wypady dzisiaj - to niezły ubaw i noc z głowy. Tak się biedna piłuje przez sen, taki nerwus z niej, choćbym ją próbowała wyluzować dobrym winkiem, tańcem, masażami w SPA, nic nie pomaga. Stomatolog zalecił szynę na zęby, która ma chronić szkliwo, porządnie już popękane przez tyle lat zgrzytania. Ale bruksizm, bo tak się fachowo nazywa ta przypadłość, może przynieść ze sobą i przyniósł w przypadku mojej przyjaciółki i inny problem. To przerost mięśnia żwacza, który z delikatnej kobiecej szczęki zrobił mocno zarysowaną, niemal męską. Wydawałoby się, że nic nie da się z tym zrobić, a jednak. Magda jest już umówiona na botoks, który świetnie się sprawdza w takich sytuacjach i bardzo ładnie niweluje ten, wcale nie tylko stomatologiczny, defekt.

Piszę o moich przyjaciółkach, a w poprzednich postach i o innych problemach związanych z okolicą ust nie bez przyczyny. Czasem nam się wydaje, że tak już musi być. Zgrzytamy zębami, nabawiamy się męskiej szczęki, upodabniamy się do kukiełek z dziecięcych teatrzyków, czasem nosimy na swoich zmęczonych twarzach piętno zmarszczek palacza albo tęsknym okiem patrzymy w drogerii na seksowne czerwone pomadki, o których z naszymi wąziutkimi wargami możemy zapomnieć. Czy na pewno? Medycyna estetyczna jest dziś tak zaawansowana, że kilkoma prostymi zabiegami potrafi zniwelować problemy, które wydają nam się nie do przejścia. To wcale nie musi być "taka nasza uroda", zawsze można odwrócić bieg natury i cieszyć się pięknym, młodym uśmiechem. Nie gódźmy się z tym, co możemy zmienić w stosunkowo prosty sposób.