Lubię ten czas w roku nie tylko ze względu na rozmigotany, pełen kolorów grudzień. Lubię też to, że mogę bez przeszkód wykonywać wszystkie te zabiegi, które latem, ze względu na mocno operujące słońce, są niewskazane dla skóry, bo niosą ze sobą ryzyko fotouczulenia. Wśród nich są m.in. peelingi chemiczne, które, korzystając z promocji w moim ukochanym Ordon Beauty Center, kupiłam na prezenty dla wszystkich bliskich mi osób. Jestem pewna, że się ucieszą, tym bardziej, że każda z nich, na podstawie rozmowy z Panią Doktor, może sobie wybrać zabieg uszyty na swoją miarę, rozwiązujący konkretny problem.

Weźmy takie na przykład przebarwienia, niechciane pamiątki, które niejedna z nas odkrywa jako pozostałość po wakacyjnej opaleniznie. Ja sama naliczyłam kilka nowych na twarzy po tegorocznym wygrzewaniu się w ciepłych krajach. Na szczęście peelingi medyczne są doskonałą bronią w walce z przebarwieniami. Dzięki swej budowie chemicznej w sposób kontrolowany złuszczają naskórek i głębsze warstwy skóry. W zależności od stężenia, pozwalają całkowicie pozbyć się zmian bądz znacznie je rozjaśnić. Moja mama, nie lubiąc swoich piegów, kiedyś smarowała je cytryną, z nadzieją, że się rozjaśnią, a najlepiej - zupełnie znikną. Dziś zamiast cytryny warto sięgnąć po coś, co zadziała od razu i bardzo skutecznie. 

Ale peelingi chemiczne to nie tylko rozjaśnianie przebarwień. Większość z preparatów stymuluje głęboką odnowę komórkową, przyspieszając produkcję nowego kolagenu oraz elastyny. To pomaga eliminować delikatne oraz głębokie zmarszczki pozostawiając skórę bardziej jędrną, gładką oraz promienną. Będą jak znalał dla świeżo upieczonej 36-latki, mojej przyjaciółki, która wnikliwie studiuje swoją buzię, przejmując się każdą nowo odkrytą zmarszczką. 

Znam też kogoś, kto ucieszy się z tego, że peelingi chemiczne to świetny patent na trądzik, poszerzone pory i blizny. Nawet nie wiedziałam, że one mają tyle zastosowań! Ile zastosowań, tyle nazw: kwas mlekowy, laktobionowy, salicylowy, glikolowy, azelainowy, a często też kombinacje wszystkich wymienionych, wszystko dla urody i lepszego samopoczucia. Jedne złuszczają bardziej, inne delikatniej, dla każdego coś dobrego. A potem spotkamy się wszystkie, obdarowane przeze mnie kobietki i ja, i będziemy się przechwalać efektami i wpadać w samozachwyt. I dobrze. Każdemu to czasem potrzebne. I to jest gratisowy, a bardzo ważny dodatek do wszystkich zabiegów, o których Wam opowiadam. Życzę Wam dużo grudniowych, a potem - także tych noworocznych - samozachwytów.