Moja przyjaciółka Magda jest wielką fanką wolumetrii i wie o tym zabiegu wszystko. Przy ostatniej wspólnej kawie przepytałam ją na okoliczność tego wpisu - wolumetria już nie będzie miała przed Wami tajemnic. Kto wie, może nabierzecie ochoty, żeby wypróbować ją na własnej skórze?

1. Dlaczego tak lubisz ten zabieg?

Uwielbiam wolumetrię bo dzięki niej czuję się bardzo kobieco, a jednocześnie naturalnie. Wiesz, wszystko trzyma się tam, gdzie trzeba, nie ma mowy o opadających policzkach, są za to - idealny owal, perfekcyjne napięcie skóry. Moja kobieca próżność dzięki temu zabiegowi zostaje zaspokojona, a ja czuję się trochę, jak te modelki z wybiegów, których twarze przykuwają uwagę. Od kiedy zaprzyjaźniłam się z tym zabiegiem, noszę krótkie włosy. Ładnie się kompunują z cudownie podkreślonymi policzkami. 

2. Kiedy zrobiłaś wolumetrię po raz pierwszy? 

Zawsze marzyłam o pięknie zarysowanych, wyrazistych kościach policzkowych. Takich, co to aż się proszą, żeby je podkreślić różem. Wydawały mi się szalenie seksi - kwintesencja kobiecości i charakteru. Kiedy z wiekiem moja skóra zaczęła tracić na jędrności, najpierw zauważyłam to własnie w owalu twarzy. Znasz to, prawda? Na początku takie malutkie wiotczenie, ledwie dostrzegalne, a jednak... Powiedziałam sobie "pora coś z tym zrobić, a przy okazji - nadać swojej twarzy ten wymarzony, idealny kształt". Miałam wtedy 36 lat. Ktoś mógłby powiedzieć, że to za wcześnie, ktoś inny, że wcale nie - nie ma tutaj reguły. Tak naprawdę sama znasz swoją twarz najlepiej i czujesz, kiedy zaczynasz czuć się niekomfortowo z pierwszymi oznakami starzenia. Ja wiedziałam, że to jest mój czas. 

3. Czy to zabieg z tych "przyjemnych", łatwych do przeprowadzenia? 

Zdecydowanie tak! Muszę powiedzieć, że było to dla mnie sporym i bardzo miłym zaskoczeniem. Nie miałam wcześniej doświadczeń z medycyną estetyczną, nie do końca wiedziałam więc, czego mogę się spodziewać. Przekonało mnie przede wszystkim to, że to zabieg nieinwazyjny, z użyciem kwasu hialuronowego, który wydawał mi się na początek czymś mniejszego kalibru niż na przykład botoks. Żadnych skalpeli, tylko modelujące wypełnienie, przywracające objętość twarzy, w moim wypadku wykonywane jedynie z małym znieczuleniem miejscowym. No i jeszcze to, że przecież kwas hialuronowy naturalnie występuje w naszym organizmie, miałam więc poczucie, że pomagam sobie czymś bardzo przyjaznym, preparatem, który jest niewyczuwalny pod skórą i nie zmienia swojego położenia. Jaka była moja radość, kiedy po pierwszym zabiegu zobaczyłam, jak pięknie wygładziły się zmarszczki i jak wróciła naturalna objętość w miejscach, w których skóra wcześniej była najbardziej zwiotczała. Zabieg zlikwidował te wspomniane pierwsze zmarszczki, ładnie uwydatnił i uniósł policzki i były to efekty natychmiastowe. Taki ekspresowy lifting. 

4. Jak często powtrzasz wolumetrię?

Wypełniacze są odporne na działanie wolnych rodników, zapewniają też skórze odpowiednie nawilżenie przez stosunkowo długi czas. Dzisiaj już mogę powiedzieć, że jestem starą wyjadaczką, jeżeli chodzi o medycynę estetyczną, wiem np., że wolumetrię z powodzeniem można łączyć z botoksem, z czego zresztą korzystam. Efekty wolumetrii utrzymują się u mnie do roku choć zależy to oczywiście od indywidualnych predyspozycji organizmu i różnych okoliczności zewnętrznych. Był taki rok, w którym bardzo schudłam, wolumetria okazała się wtedy wybawieniem dla mało jędrnej skóry, zaokrągliła wychudzoną twarz. Wracam więc do niej regularnie, co 10-12 miesięcy. 

5. Jaki jest klucz, żeby zrobić wolumetrię dobrze, bez efektu nadmuchanych policzków?

To zabieg, który, zdarza się, że ma złą prasę, zupełnie niesłusznie. Przypadki przerysowanych efektów, które tak piętnują portale plotkarskie, zdarzają się nadzwyczaj rzadko. Dobry lekarz wie, jak nie przesadzić z wypełniaczem i dawkuje go na miarę każdej pacjentki, tak, żeby podkreślić w niej to, co najpiękniejsze, a nie zrobić z niej zupełnie inną osobę. Ja mam do swojej Pani Doktor, poleconej zresztą przez Ciebie, całkowite zaufanie. Wiem, że nigdy nie pójdzie o krok za daleko, nie pozwoliłoby jej na to poczucie estetyki i przekonanie, że naturalne efekty są najpiękniejsze. Kluczem do udanego zabiegu jest, poza doświadczeniem i talentem lekarza, uważne słuchanie siebie nawzajem. Ja zawsze grzecznie stosuję się do zaleceń pozabiegowych, np. nie przemęczam się chwilę po, nie wystawiam twarzy na pełne słońce, pozwalam preparatowi "zdomowić się" u mnie i zacząć działać. I to się sprawdza.